Czy jestem sobą?
"Czy jestem sobą, czy sytuacją?": problem konsekwencji
Amerykański psycholog, Lawrence Pervin, zawarł w tym pytaniu wątpliwość, która zajmowała badaczy osobowości przez ostatnie dwadzieścia lat. Łatwo zademonstrować istotę powyższej kwestii. Spytaj kogoś, kto dobrze cię zna, jaka jest twoja najbardziej negatywna cecha osobowości.
Jeden z autorów książki o psychologii był na tyle odważny, że zadał to pytanie i usłyszał w odpowiedzi, że jest "obsesyjnie pedantyczny". Odpowiedź pochodziła od kolegi, który uważał tę cechę za szczególnie męczącą. Bezpośrednia reakcja na tę etykietkę to świadomość, jak niesprawiedliwa i uogólniona jest to ocena.
Rzeczywiście autor pilnował porządku w swoim biurze i dbał o to, żeby przed wyjściem z pracy uporządkować papiery. Z drugiej strony jego żona skarżyła się, że był strasznym bałaganiarzem, kiedy przygotowywał posiłek w kuchni, a córka twierdziła, że był najbardziej niechlujnym tatusiem na podwórku. W swojej poprzedniej pracy także nikt nie uważał go za pedanta. Czyżby to nadmiar pracy papierkowej wywołał potrzebę utrzymywania w porządku, żeby nie zginąć pod stosem papierów?

Słońca mało, dni coraz krótsze, a małe kłopoty urastają do rangi wielkich problemów. Nie martw się, że na nic nie masz ochoty. To tylko chwilowy spadek energii. Na szczęście jesienną chandrę szybko można pokonać.
Alina w pracy znowu była nieprzytomna. Przekładała papiery z miejsca na miejsce, nie mogąc się na niczym skupić. Spojrzenie za okno przybiło ją jeszcze bardziej, deszcz padał i padał, a chmury niemal dotykały budynków. Zrobiła sobie trzecią kawę, licząc, że postawi ją na nogi. Gdy dotarła do domu, od razu padła zmęczona, nie miała siły rozmawiać z mężem ani zajrzeć do zeszytów dzieci. Wieczorem przyszła do niej sąsiadka, zaniepokojona tym, że Alina od dwóch tygodni do niej nie zagląda. - Dobrze, że jesteś, bo ja ostatnio nigdzie nie wychodzę, ciągle jestem zmęczona, najchętniej cały czas bym spała - żaliła się Alina, podjadając ciasteczka. - I zobacz, ciągle jadłabym coś słodkiego, będę bardzo gruba, i pewnie mam depresję. - Zaczęła płakać.
Dla Kaśki wszystko było jasne. - Ty po prostu masz jesienną chandrę, a do klasycznej depresji ci daleko - stwierdziła. Nasz organizm jest bardzo czuły na zmiany pogody. I kiedy jesienią zamiast słonecznych długich dni mamy krótsze, deszczowe, z niewielką ilością słońca, od razu próbuje się do tego przystosować. Mniej światła słonecznego sprawia, że organizm produkuje więcej melatoniny. To właśnie ten hormon wywołuje u nas łość, pozbawia energii. Jesienna chandra przez psychologów jest określana jako SAD, czyli Seasonal Af fective Disorder (sezonowe zaburzenie nastroju). Choć rzadko, to niekiedy jednak przeradza się w depresję. Na szczęście z sezonową depresją można poradzić sobie samodzielnie.